Joanna Parafianowicz: dobra dziecka to często puste hasło przy rozstrzyganiu o jego losach

Interpretowanie pojęcia dobra dziecka bywa zakłócone, a niekiedy wręcz blokowane w rezultacie powoływania się na oczywistość dobrych intencji: jest ono separowane albo przymuszane do kontaktów, dla jego dobra nie może się przeprowadzić albo musi zmienić miejsce zamieszkania.

Aktualizacja: 12.09.2020 10:18 Publikacja: 12.09.2020 00:01

Joanna Parafianowicz: dobra dziecka to często puste hasło przy rozstrzyganiu o jego losach

Foto: Adobe Stock

Aby dobro dziecka nie ucierpiało, odmawia się mu uczestniczenia w wybranych zajęciach albo nakazuje uczęszczanie na inne. Dobro dziecka chroni się poprzez blokowanie kontaktów z rodzicem posługującym się innym językiem, ale równocześnie tego języka się go nie uczy. Dobro dziecka leży u podstaw proszenia o wsparcie mediów albo odmawiania im komentarza w sprawie.

Nie inaczej jest w przypadku małej Ines, o której sprawie i jej kolejnych odsłonach co kilka miesięcy donoszą media. Dziewczynka urodzona jest z nieformalnego związku Polki i Belga, a niedawno Trybunał Konstytucyjny zdecydował o wstrzymaniu nakazu wydania jej ojcu. Najważniejsze w sprawie czterolatki jest jednak orzeczenie sądu w Brukseli z 21 listopada 2017 r., który wydał nakaz natychmiastowego powrotu dziecka do Belgii, oraz stanowisko katowickiego sądu, który w styczniu 2018 r. nakazał matce wydanie córki. Po jej nagłej śmierci opiekę nad dziewczynką sprawuje babcia, która nie została ustanowiona rodziną zastępczą i nie zwracała się do sądu o uregulowanie kontaktów z wnuczką. Po prostu z nią mieszka.

Czytaj także: Joanna Parafianowicz: by dziecko mogło zadzwonić, gdy mu źle, do babci

Historia Ines rozgrywa się w niewątpliwie dramatycznych okolicznościach, na które składa się zarówno rozpad relacji rodziców, wyjazd matki do innego państwa, rozdzielenie z ojcem na wczesnym etapie życia, śmierć matki, wychowywanie się bez rodziców i wzmożone zainteresowanie przedstawicieli prasy i telewizji, rzecznika praw dziecka, wiceministra sprawiedliwości, a nadto kilka nieudanych prób wyegzekwowania orzeczeń sądów rodzinnych, które nakazują babci sprawującej jedynie faktyczną opiekę nad wnuczką wydanie dziecka ojcu.

Mimo jednakże wszystkich wymienionych elementów dramatu sytuacja dziewczynki co do istoty nie różni się znacząco od historii wielu innych dzieci, których dobro jest tylko pustym hasłem, entuzjastycznie podnoszonym przez wszystkie zaangażowane strony sporu. No, właśnie: sporu, choć rozstrzyganie o sprawach dziecka nie powinno być nigdy postrzegane w takich właśnie kategoriach. Zwaśnieni rodzice walczący o opiekę nad wspólnym dzieckiem. Rodzic skłócony z dziadkami, niepozwalający na kontakty z wnukami. Dziadkowie odmawiający rodzicom prawa do kontaktów z ich własnym dzieckiem. Rodziny alienujące się nawzajem i nastawiające małego człowieka przeciwko najbliższym mu osobom. Wszystkie wymienione stany faktyczne rzecz jasna nie występują w każdej rodzinie, ale z pewnością są częstym przyczynkiem do pochylenia się nad nimi przez sądy rodzinne. Przy tym wszystkim mało kto nie odwołuje się do dobra dziecka.

Tołstoj pisał, że wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.

To prawda. Jeśli jednak, jak w przypadku Ines, w sprawę miesza się Ministerstwo Sprawiedliwości, by wspierać niezgodne z prawem działania wymierzone przeciwko jedynemu żyjącemu i posiadającymi pełnię władzy rodzicielskiej ojcu, ponieważ mówi innym językiem i nie zajmował się córką przez trzy lata (z pominięciem przyczyny tego stanu rzeczy), to jak mniemam, mało która rodzina może czuć się bezpiecznie. W szczególności zaś ojcowie.

Autorka jest adwokatką, założycielką bloga www.pokojadwokacki.pl

Aby dobro dziecka nie ucierpiało, odmawia się mu uczestniczenia w wybranych zajęciach albo nakazuje uczęszczanie na inne. Dobro dziecka chroni się poprzez blokowanie kontaktów z rodzicem posługującym się innym językiem, ale równocześnie tego języka się go nie uczy. Dobro dziecka leży u podstaw proszenia o wsparcie mediów albo odmawiania im komentarza w sprawie.

Nie inaczej jest w przypadku małej Ines, o której sprawie i jej kolejnych odsłonach co kilka miesięcy donoszą media. Dziewczynka urodzona jest z nieformalnego związku Polki i Belga, a niedawno Trybunał Konstytucyjny zdecydował o wstrzymaniu nakazu wydania jej ojcu. Najważniejsze w sprawie czterolatki jest jednak orzeczenie sądu w Brukseli z 21 listopada 2017 r., który wydał nakaz natychmiastowego powrotu dziecka do Belgii, oraz stanowisko katowickiego sądu, który w styczniu 2018 r. nakazał matce wydanie córki. Po jej nagłej śmierci opiekę nad dziewczynką sprawuje babcia, która nie została ustanowiona rodziną zastępczą i nie zwracała się do sądu o uregulowanie kontaktów z wnuczką. Po prostu z nią mieszka.

Opinie Prawne
Tomasz Siemiątkowski: Szkodliwa nadregulacja w sprawie cyberbezpieczeństwa
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Czy wolne w Wigilię ma sens? Biznes wcale nie musi na tym stracić
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Awantura o składki. Dlaczego Janusz zapłaci, a Johanes już nie?
Opinie Prawne
Łukasz Guza: Trzy wnioski po rządowych zmianach składki zdrowotnej
Materiał Promocyjny
Klimat a portfele: Czy koszty transformacji zniechęcą Europejczyków?
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Rząd wypuszcza więźniów. Czy to rozsądne?