Wywołany przez pandemię koronawirusa kryzys gospodarczy pod wieloma względami nie okazał się tak głęboki, jak można się było obawiać w pierwszych jego miesiącach. To w dużej mierze zasługa polityki antykryzysowej rządów i banków centralnych, która zapobiegła masowym zwolnieniom pracowników i podtrzymała płynność firm. Żadne zastrzyki płynności nie były jednak w stanie skłonić firm do inwestowania. W warunkach niepewności firmy z takimi decyzjami po prostu się wstrzymywały. Szczególnie mocno pandemia uderzyła w inwestycje transgraniczne.
Jak wynika z opublikowanego niedawno raportu Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD), ogólnoświatowa wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) załamała się w 2020 r. o 35 proc., najbardziej od 2001 r., do niespełna 1 bln dol. To oznacza, że znalazła się najniżej od 2005 r.
Jednym z jasnych punktów nie tylko na mapie Europy, ale i świata, okazała się Polska. Z danych UNCTAD wynika, że wartość BIZ nad Wisłą zmalała o zaledwie 7 proc., do nieco ponad 10 mld dol. To jednak wynik tylko pozornie dobry, bo stoi za nim niska baza odniesienia, spowodowana przez ostry spadek BIZ w 2019 r. Rok wcześniej wartość takich inwestycji w Polsce wyniosła niemal 16 mld dol., najwięcej od 2007 r. Za niespodziankę uznać można jednak to, że najbardziej istotny dla rozwoju gospodarki komponent BIZ – inwestycje typu greenfield, czyli realizowane od zera, pozostał stabilny. Zagraniczni inwestorzy ogłosili nad Wisłą 465 tego rodzaju projektów, najwięcej od co najmniej 2003 r. Rok wcześniej takich inwestycji ogłoszono 448. Dla porównania, w całej UE liczba ogłoszonych projektów tego typu zmalała o 15 proc.
Łączna wartość ogłoszonych w 2020 r. nad Wisłą inwestycji greenfield wyniosła 24,3 mld dol., minimalnie (o niespełna 1 proc.) mniej niż w 2019 r., który był pod tym względem wyjątkowo udany. Więcej takich inwestycji udało się przyciągnąć tylko czterem krajom: Niemcom, Wielkiej Brytanii, USA i Chinom. Są to jednak gospodarki zdecydowanie większe od polskiej.